lis
03

„Nie taki diabeł straszny…”

Nie taki diabeł straszny...

Spotkałem się niedawno z moją znajomą Dorotą. Dorota jest typem osoby bardzo poukładanej, zaradnej, świetnie radzi sobie ze swoimi współpracownikami i podwładnymi. Dogaduje się wspaniale ze swoimi klientami, w każdej sytuacji. Gdy trzeba potrafi tupnąć nogą, gdy trzeba rozbraja uśmiechem. Opowiedziała mi o pewnym kontekście, w którym te wszystkie jej umiejętności, zasoby mogłyby okazać się bardzo pomocne, jednak gdzieś znikają, przestaje mieć do nich dostęp…

Dorota jakiś czas  temu poszła na umówioną wizytę do ortopedy. Boi się, nie przepada za klimatem, zapachami przychodni, za ludźmi w białych kitlach, a to wynika z jej pewnych wcześniejszych doświadczeń zdrowotnych. Zatem to, że nie szła tam z entuzjazmem wydawało się jej naturalne. Jednak pewien moment stał się kluczowy dla tej wizyty, moment, w którym lekarz ortopeda po oględzinach i postawieniu diagnozy, powiedział o koniecznych krokach jakie należy podjąć. Znów, wydaje się, że to normalna sprawa, w końcu po to jest lekarz aby rzecz zdiagnozować i zalecić działanie. Jednak lekarz użył medycznego języka, słownictwa całkowicie niezrozumiałego dla zwykłego człowieka, co spowodowało, że Dorota bardzo się przestraszyła, wyobrażając sobie co strasznego ją czeka. Był to moment, w którym zapomniała przysłowiowego języka w buzi, do tego jeszcze się rozpłakała. Reakcja lekarza była taka, że zapytał ją czy ma chusteczkę, polecił by przestała panikować i zostawił ją na chwilę samą.
I tutaj dobrze by było aby w naszej głowie zapaliła się lampka, mówiąca o tym, że to my jesteśmy klientem lekarza, że to my jesteśmy w tym momencie jego pracodawcą i mamy prawo do właściwej opieki.

Wykombinowaliśmy wspólnie, że do kolejnej wizyty u lekarza przygotuje się odpowiednio. Powiedzmy, że będą to 3 punkty przygotowań:

  1. Przede wszystkim wizytę rozpocznie od zbudowania ram i oczekiwań odnośnie wizyty mówiąc np. “Boję się tych badań lekarskich, szukam kogoś kto jest w tej dziedzinie medycyny specjalistą, jak Pan doktor podszedłby do takiej osoby jak ja?”. Takie postawienie sprawy myślę, że zweryfikuje kompetencje komunikacyjne, nastawienie pro pacjent danego lekarza.
  2. Przed wizytą przygotuje sobie kartkę, na której wypisze wszystkie kwestie, o których wyjaśnienie poprosi lekarza. Tak by o niczym nie zapomnieć.
  3. Na wizytę pójdzie z postanowieniem, że jeśli czegokolwiek nie zrozumie, choćby wydawało się to drobną sprawą, to poprosi lekarza o wyjaśnienie. Koniec z halucynowaniem!

Wiem, że miała już okazję sprawdzić w praktyce powyższe i okazało się to bardzo pomocne. Na dzień dobry “ustawiony” lekarz do samego końca wizyty był bardzo otwarty i pomocny, starał się stwarzać atmosferę spokoju, bezpieczeństwa. Kartka z pytaniami i kwestiami okazała się niepotrzebna, po prostu stan spokoju nie blokował dostępu do zasobów i pytania same wypływały z głowy. Chęć zrozumienia niejasności i prośby o wyjaśnienie diagnozy spowodowały, że lekarz stwierdził: “widzę, że Pani interesuje się swoim zdrowiem, zatem lepiej będzie nam się współpracowało”.  Jak myślicie, jak całokształt zdarzenia wpłynął na postrzeganie wizyt u lekarza przez Dorotę? Tak jak w tytule artykułu… “Nie taki diabeł straszny…” :-)

Artykuły powiązane tematycznie z powyższym:

Autor: Michał Barteczko. Opublikowane w Osiąganie celów, Perswazja

Tagi: , ,

Dodaj komentarz